Menu

Syn i Tata w podróży dookoła świata

40 dni dookoła świata z małym podręcznym plecakiem. Arek l.43 i Sebastian l.13 ponad 44 tys.km 56 godz lotu 4 kontynenty i 2 marzenia.

#23 Morda z Bondi Beach

synitata

Po ciężkim dniu na Uluru,   kolejnej ciężkiej nocy związanej (najprawdopodobniej) z lekkim udarem słonecznym powoli dochodzę do siebie. Sebek  też ma kryzys.  Jesteśmy już prawie miesiąc w podróży i choć znajomi mówią zleciało jak z bicza strzelił, to nam ten czas wcale nie leci tak szybko.  Kiedy patrzymy na zdjęcia z poprzednich tygodni i widzimy miejsca, ludzi i przypominamy sobie te wszystkie historie które nam się przydarzyły, to wydaje się jakby minęło co najmniej kilka miesięcy. Tajlandia i jej czar 4-ech wysp.  Bangkok, jego smaki, kolory i zapachy to żaden strzał z bicza tylko stara książka przykryta kurzem.  Piękna,  ciekawa i dobrze się kończąca.  Teraz jednak fizycznie mamy chwilę słabości.  Spędzamy czas w pokoju.  Nie rozmawiamy, pijemy dużo wody i czytamy lub śpimy.  Nasi gospodarze zajęci są pakowaniem się na narty do Japonii.  My przykuci do łóżka. Ale czas leci i chciał - nie chciał, stoimy przed dylematem: "płacz nad własnym losem w cudownym kraju" czy "gotowi do jazdy najpiękniejszym autem w Sydney". Pamiętacie mieliśmy jeździć nissanem po Australii? Doświadczyliśmy tego, ale po Sydney jeździmy głównie sportowym Lexusem  F w kolorze jaki nikt w Australii przed Izą dla tego auta nie wybrał. Lexus sprawia, że co niektóre głowy odwracają się a wzrok zatrzymuje się z podziwem. Nie kłamię popatrzcie na to cudo:

20160304_140219

Iza miała do załatwienia parę spraw na mieście więc wybraliśmy zamiast dogorywania po Uluru i dojazdem autobusem - zerwanie się na nogi i podwózka Lexusem F Sport.

Akapit dla facetów i fanek samochodów: Dokładnie pamiętam ten moment jak na jakimś salonie wystawowym aut, Japończycy pokazali tego sportowego potwora. Zachwycił mnie od razu. Drapieżny, lekki, zwinny i ta groźna i jednocześnie piękna buźka tego sportowego auta sprawiła, że oczy zabłyszczały.

 

Teraz 2 gości z Polski w wersji "tanio podróżować przez świat” jedzie pędem przez Sydney w stronę pięknej plaży Bondi, wypasionym autem z IZĄ.  Jazda po lewej stronie drogi ma niebywałe walory w sferze doznań umysłowych. Wystarczy użyć trochę wyobraźni niczym Ania z Zielonego Wzgórza i już kierujemy Lexusem. To nic, że Iza trzyma prawdziwą kierownicę. Jeśli wyobrazisz sobie, że jest lato i mijasz gorzowską Katedrę, a w Gorzowie siedzisz przecież po właściwej stronie samochodu i jesteś kierowcą to można powiedzieć kierowałem Lexusem. Phi to proste. Kierowałem Lexusem.

"Chłopaki wysiadajcie, Arek! wysiadaj" Krzyknęła Iza. Grzecznie odkręciłem kierownicę z części dla pasażera i oddałem właścicielce ;-) Koniec marzeń.

Plaża rzeczywiście powala. Jest piękna zakrzywiona z obu stron,  czysta i pełna turystów. Po prawej stronie bardziej odważne panie opalają się w opcji więcej słońca dla ciała albo więcej ciała dla słońca - do półnagich pań Syna nie prowadzę. Po środku, grupę nowicjuszy instruuje facet ze szkoły surfingu a po lewej hmm do lewej nie doszliśmy. Dołączyliśmy do grupki  Włochów. Było ich chyba z 8 osób. Zapytaliśmy czy popilnują nam rzeczy. Oczywiście. Jedna z największych moich obaw w ciągu całej podróży to bezpieczeństwo. Ale bezpieczeństwo dokumentów, portfela, pieniędzy, kart bankomatowych, prawa jazdy, komórki. Strata którejkolwiek z tych rzeczy to poważne problemy z realizacją planu. A w przypadku paszportów to wręcz niezrealizowanie planu. Dlaczego? O ile skradziony/zgubiony paszport stosunkowo łatwo można odtworzyć w polskiej ambasadzie to jednak nie będzie miał on formy normalnego pełnoprawnego dokumentu. Na ten dokument będzie można wrócić ale nie podróżować. Nie będzie w nim wklejonej wizy USA. Karty łatwo można zablokować ale wśród nich jest karta kredytowa a tylko dzięki niej można wynająć samochód w cywilizowanym świecie. Prawo jazdy j.w. komórka to szybkość i świeżość informacji a dobra komórka to prawdziwe szczęście podróżnika. Kąpiel pomimo tego, że ktoś "pilnuje" naszych rzeczy przerywana jest lustrowaniem plaży co parę chwil. 

Zabawa w oceanie jest inna niż w Bałtyku. Po pierwsze - człowiek nie marznie. Po drugie pluje solą a po trzecie musi bardzo uważać na fale. Co jakiś czas ocean pokazuje swoją moc i wali grzywą po głowie. Nie mamy deski do pływania ale korzystamy z rad Wojtka i próbujemy płynąć z falą na brzuchu. Sebastian jest bardziej uparty i po 15 minutach wspólnej zabawy zostaje sam. Daję mu dużo wolności ale kiedy się oddala a fale zakrywają go do tego stopnia, że nie widzę mojego „dziecka” zaczynam się denerwować. To nic, że świetnie pływa bo 3 lata uczył się pływania w szkole sportowej i w roku szkolnym był w stanie przepłynąć 600 km.

20160304_115845

 20160304_1158291

 

Fala ma swoją siłę a prądy różne kierunki. Kiedy pokazuje się  po sekundzie, emocje opadają i znów postanawiam dać mu trochę wolności. Jak po minucie ponownie znika na chwilę, emocje momentalnie powracają. Walczę ze sobą by nie zabierać synowi frajdy. Oj nie jest to miejsce dobre dla panikarzy. Teraz rozumiem moją mamę, która płakała od 2 tygodni przed naszym wyjazdem. Człowiek boi się nieznanego. Mało tego, nieznane ma przyprawioną GĘBĘ/MORDĘ. 2 tygodnie w Australii a tu ani jednego węża, ani jednego groźnego pająka (całusy dla ogrodnika), ani jednego rekina. Ale kiedy w Polsce pada słowo Australia, to od razu przyprawiona GĘBA/MORDA powraca na usta wielu. Nie bójmy się nieznanego. Bądźmy rozsądni. Ale niech strach przed nieznanym, nie zabierze nam radości poznawania świata i spełniania marzeń. Przed chwilą rozmawiałem przez Internet z dziewczyną (Mileną Dąbrowską jest na FB można ją obserwować - polecam warto!), która samotnie podróżuje po świecie. SZACUN. Gdybym rozmawiał, nie znając miasta w którym teraz jest to pewnie miałbym gęsią skórkę. A tak wiem, że jest w miejscach w których my byliśmy i to co jest nieznane, odarte jest dla nas z MORDY i nie straszy. Mało, my do tego - wcześniej dla nas nieznanego - tęsknimy, bo to znamy. Tak jest! Drogi czytelniku nie bój się  zostawić kapci, kocyka i ulubionego kubka. Świat jest tak piękny i ciekawy, szkoda życia na pielęgnowanie MORDY naszych obaw.

 20160304_113254

Po paru godzinach przyjeżdża po nas Iza robimy sobie zdjęcia na słynnej ściance bulwaru i po nieudanych zakupach wracamy do domu.

20160304_1436531
 

 20160304_143512

Graffiti dla Chloe Byron jednej z ofiar zamachu terrorystycznego na Bali w 2002 roku. Znana jako dziewczyna z frangiapni we włosach - kwiatu powszechnie występującego w tych terenach. Mural stał się częścią kultury plaży Bondi. I jednocześnie nieśmiertelnym symbolem woli przetrwania wolnego świata terroryzowanego fanatyzmem religijnym. 

20160304_143517 

20160304_143503

 20160304_1434591

 Podoba mi się, że niedaleko Chloe i tragedii 200 osób zamordowanych z nienawiści, ktoś namalował Krzyż z napisem love. Czasem wstydzimy się naszego chrześcijaństwa ale kiedy wydarza się tragedia lecimy pod Krzyż i do niego odwołujemy naszą kulturę i historię.

 20160304_143452

20160304_143626 

20160304_143710 

20160304_143412

 20160304_143406

 20160304_143534

Ja byłem pierwszy. Nie mam czasu aż Pan zejdzie sorry taki mamy klimat.

 20160304_143529

 Pamięci poległym w bitwie z Turkami.

 20160304_143612

Dostaliśmy za dużą dawkę słońca. Sebastian źle się czuje i śpi,  ja za to mam czas na pisanie zaległych postów i kontakt z Polską. Wojtek rzuca hasło: Chłopaki czy chcecie jechać ze mną jutro do mariny? Zobaczycie łodzie, zjemy śniadanie? Ba... jasne! Panie prezesie! Z wielką przyjemnością. Czas tak szybko nam dziś minął a zmęczenie tak niespodziewanie powaliło snem, że nie zdążyłem odpisać Krzyśkowi, który mieszka w Sydney od roku i śledził naszą wyprawę i chciał się z nami spotkać. Każde spotkanie na trasie jest dla nas bardzo miłe a tutaj nie wyszło. Na szczęście Krzysiek się nie gniewa i napisał, że z przyjemnością będzie śledził naszą dalszą podróż. POZDRO!

© Syn i Tata w podróży dookoła świata
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci